Moje sadzonki kasztanowca zwyczajnego

Każdy z nas wie, że przez dwa miesiące, czyli w maju i w czerwcu kwitną kasztanowce. Podobno kiedy kasztanowce zakwitają, warto się przytulić do pnia, a wówczas od razu wpadnie się w dobry nastrój. Z tego powodu kasztanowiec uważany jest za coś magicznego. Ja podziwiam jego imponujące białe kwiaty z żółtoczerwonymi plamkami, zebrane w okazałe, sterczące ku górze, stożkowate kwiatostany. Natomiast jesienne atrybuty to żółte liście i brązowe błyszczące, miłe w dotyku nasion, ukryte w kolczastych łupinach. Zawsze jesienią chętnie zbieram owoce kasztanowca zwyczajnego, by później stworzyć całe kasztanowe zoo. Tym razem postanowiłam, że wyhoduję kasztanowca sama. Tuż po zbiorze lekko je wysuszyłam, od razu posadziłam w wilgotnym piasku i umieściłam je w chłodnym pomieszczeniu. Kilka z nich zostawiłam w warunkach pokojowych. Kasztany, które zostawiłam do wiosny w warunkach pokojowych, wyschły i nie wykiełkowały. Natomiast te, które systematycznie podlewałam na wiosnę, wypuściły korzenie. Przy przesadzaniu trzeba uważać, bo kasztanowiec (nawet mały) ma długi palowy korzeń, który łatwo uszkodzić.

           Teraz cieszę się młodymi sadzonkami kasztanowca zwyczajnego, które później zostaną posadzone w gruncie.

                                                                                                                                                                                                                         Laura Szmigulan